Ciągle nie mogę uwierzyć, że ukończyłem Rzeźnika po raz trzeci, że na mecie było mi mało i pobiegłem Hardcora (czyli dalej) i że udało się dwukrotnie stanąć na podium. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak zawiesić buty biegowe na kołku. Zejść ze sceny w ulotnej chwili chwały i skupić się na gospodarskich wizytach w zakładach pracy (w szczególności Spółdzielni Mleczarskiej Ryki, której barwy reprezentowałem), przedszkolach i szkołach gdzie od teraz z pewnością będę zapraszany.
O samym biegu nie mam zbyt wiele do napisania. To było prawie piętnaście godzin nudy (dokładnie 14:54:53), które z Pauliną w pełni kontrolowaliśmy. Nadarzyła się okazja i na szczęście potrafiliśmy ją wykorzystać. Koniec relacji.
Wiem , że tak łatwo się nie wywinę więc zamiast opisywać bieg odpowiem na kilka pytań, które z pewnością cisną się wam na usta, tudzież klawiatury.

1. Jak długo przygotowywałem się do XIV Biegu Rzeźnika?

Najprościej byłoby odpowiedzieć, że całe życie. Tak na poważnie to tym razem łatwo znaleźć mi początek cyklu treningowego. Na jesieni ubiegłego roku dopadła mnie kontuzja, przez którą praktycznie dwa miesiące nie biegałem. Pierwsze kilometry zacząłem truchtać w połowie listopada. Jak łatwo policzyć przygotowania trwały 7 miesięcy. Rozpocząłem je wcale nie z myślą o Biegu Rzeźnika. Najważniejszy start jeszcze przede mną. 19 sierpnia rusza Bieg Ultra Granią Tatr. Rzeźnik był tylko startem kontrolnym (wymagającym, ale jednak kontrolnym) i pokazał, że zmierzam we właściwym kierunku. Przede mną jeszcze dwa miesiące ciężkiej pracy. Najważniejsze aby nie zatrzymać się w połowie drogi do celu.

2. W jaki sposób przygotowywałem się do startu?

Przy tym odpowiedzi na to pytanie mogę wiele osób zaskoczyć. Moje przygotowania sprowadzały się do „klepania” kilometrów w poziomie i co bardzo ważne przy biegach górskich również w pionie  Jest wiele osób, które biegają o niebo lepiej ode mnie, a część treningów wykonują dźwigając czajniki, skacząc itd., ja zaś lubię biegać. Nawet najcięższy trening cross-fit nie da mi takiej radości jak godzinka truchtania w lesie. W tym miejscu jeszcze trochę prywaty, wielkie ukłony dla Rafała Bielawy, dzięki któremu bardzo szybko skończyły mi się wymówki dla opuszczania treningów i który pokazał mi, że można trenować trochę inaczej niż robiłem to do tej pory.

3. Czy na trasie Biegu Rzeźnika zmagałem się z kryzysami?

W zasadzie to nic poważnego się nie działo. Cała trasa z Komańczy do mety w Cisnej jak po sznurku. Po płaskim i w dół bieg, pod górę ciężka praca (od pierwszego przepaka ciężka praca z kijami). Trudniejszy moment pojawił się po wejściu na Paportną (około 55 kilometra). Po zjedzeniu żela energetycznego poczułem ostry ból żołądka będący sygnałem, iż powoli przekraczam granicę, za którą nie będę w stanie zjeść już niczego. Na szczęście żele udało się zastąpić i do mety w Cisnej dobiegłem już bez poważniejszych kłopotów. Na mecie zjadłem porcję kus-kusu oraz zupę licząc, że przy mniejszej intensywności, wystarczy mi to na ostatnie 23 kilometry (czyli w okolice kilometra setnego). Niestety na trzy kilometry przed metą, w okolicach Radziejowej energii już zabrakło i ostatnie niezbyt wymagające wzniesienia pokonywałem „z nogi na nogę”.

4. Czy spodziewałem się miejsca na podium Biegu Rzeźnika?

Nie, nie spodziewałem się. Liczyłem, że uda nam się do mety w Cisnej dobiec w około 10 godzin i 30 minut i taki plan mieliśmy przygotowany. Nie zastanawiałem się jednak jakie miejsce może dać nam ten czas. O miejscu na podium nawet nie chciałem marzyć. Chcieliśmy dobiec do Cisnej (czyli do około 78 kilometra) w dobrym zdrowiu tak aby móc ruszyć – jak pisze organizator – na odcinek „dla kompletnych szaleńców” czyli na tak zwanego Hardcora (dzięki czemu przebyty dystans mogliśmy dokręcić do 100km). Ruszając z Cisnej w kierunku Radziejowej nie mieliśmy nawet świadomości ile par ruszyło przed nami. Na dodatkowym odcinku wyprzedziliśmy jedną parę i ku naszemu wielkiemu zdziwieniu finalnie okazało się, że zajęliśmy kolejne tego dnia trzecie miejsce, tylko tym razem w klasyfikacji open (czyli wszystkich par)!
Gdy kilka lat temu obejrzałem film pokazujący rywalizację na trasie Biegu Rzeźnika wymarzyłem sobie by wystartować w Bieszczadach. Ten cel był tak odległy, że aż nierzeczywisty. Potem były przygotowania do pierwszego maratonu, Rzeźniczek i debiut na dystansie powyżej maratonu. Nigdy nie przypuszczałem, że uda mi się wyjść na podium w Cisnej podczas ceremonii dekorowania zwycięzców Biegu Rzeźnika, a to że udało się to zrobić dwukrotnie podczas jednej dekoracji… Czasami wyobraźnia nie jest w stanie nadążyć za rzeczywistością.

Dziękuję Paulinie, bez której ciężkiej pracy na trasie nie byłoby to możliwe i oczywiście rodzinie – przede wszystkim Dominice – która ze zrozumieniem (?) znosi to, że trening sam się nie zrobi.

 
Fot. Ultra Lovers  Jacek Deneka

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2017
P W Ś C P S N
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
  • nasze biegi
  • polecane biegi
listopad24

Polecamy również

grudzień03
Charytatywny Bieg Mikołajów
Park Czartoryskich w Puławach

Ostatnio na forum

Wejdź na forum

Joomla Module OT Client Logos Scroller powered by OmegaTheme.com